wtorek, 26 lutego 2019

@Anatoly Golovkov



DOCZEKAŁ SIĘ WRESZCIE!

Wszystkie się doczekały. I Sonia, która na mój widok pokręciła ogonem, jak rączką maszynki do mięsa. I Josi, nie wiadomo na jakiej diecie z zaokrąglonymi bokami niczym kibucowa krowa. I Obama, amator kuchni etiopskiej.
Lecz pierwszy zjawił się Dani. Co on wyprawiał!Fakt, że kot najbardziej lubi wpijać się pazurami w skórę, na szczęście nie głęboko)
No cóż, moi drodzy, jestem w domu i dalej żyć będę pod swoim Słońcem!)
@Anatoly Golovkov



Dzisiaj zjawiła się Sonia, cała w skowronkach...Chrumka za dwóch i w dodatku groźnie spogląda na Daniego.
A co to kocio Dani tak beznamiętnie spogląda na dziewczynę?
Po pierwsze, jest nażarty. Zresztą najadł się już z drugiej strony ławki, gdzie przechodzi mrówek jedwabny szlak. Po drugie, niech ktoś tylko coś powie!
Może nie próbował? Usiłował raz zauważyć: Jakże piękna jesteś geweret i w sam raz otyła, prawdziwa idisze mame.A mlaszczesz niczym świnka.
Nawet nie dokończył, jak oberwał po twarzy łapą.
A rączkę ma Sonia bynajmniej nie złotą a ołowianą i potem jeszcze długo boli. Nawet w miłość przestajesz wierzyć…
Zaciszne południe w parku Denver.
Przerwa obiadowa, że się tak wyrażę.


Tłum. z ros.Lech Koczywąs
@Anatoly Golovkov




MIESZKANKO

Nie przyszła,więc Mosze poczłapał do niej, do szkoły muzycznej i przyniósł kość do obgryzania.
Czeka ich niedługo z mamą i bratem przeprowadzka do Givat Ram. A jak super było pod fortepianem się przytulać!I dzieci nie prześladowały!Co prawda czasem trudno się schować…
Dina wyskrobała z kości szpik.
Gdy ucichły fałszywe dźwięki sonatiny, opowiedział jej o nowym mieszkaniu.
Zobacz, Dina!Po bananach!Z kibucu Maagan. I nie trzeba brać kredytu!Tam oni…
Lecz w tym momencie mama ją zawołała.
Po drodze do domu myślał kot: Po co kibucnicy hodują banany na brzegu Kineretu?Pakują je do pudeł i on teraz musi tam siedzieć w samotności.
Całą zimę.
Do miesiąca Adar,aż deszcz przestanie uderzać w ściany kartonu...

@Anatoly Golovkov




MORDECHAJ

W końcu zobaczyłem go na własne oczy – pojawił się na moje kici-kici. Pozostałe, razem z Sonią, ze strachu schowały się w krzaki.
Do tej pory słyszałem przez okno tylko jego głos na śmietniku.
Wszyscy słyszeli!
To jego „My-j-aaa-u” było czymś pośrednim między dźwiękiem szlifierki metalowej a odgłosem piły do cięcia sklejki.
Jaja żeliwne – postrach miejscowych kotów.
Donosili na Mordechaja, ale on zawsze się wywijał.
Gdy patrzy mi w oczy czuję dosłownie jak wokół nas wszystko przenika mróz.
Dobrze już dobrze, mówię, łaskawie proszę pod ławkę! Siedź cicho!Zapomnieli kota zapytać!
No, już spokojnie!Jedzenia dla wszystkich wystarczy!
@Anatoly Golovkov



MYŚL,JAK PTAK!


Kto mógłby przypuścić,że flegmatyczny z pozoru Josi potrafi latać?
Skądinąd po wcześniejszym solidnym śniadaniu pod ławką…
Zauważyłem jak, lekko powłócząc brzuszkiem i machając ogonem, skrada się do mnie.
Następnie nagle ogon naciąga się struną, zamiera – i kot leci!
Krótka bitwa w trawie i do jego uzębienia trafia jaszczurka. Maleńka. I słusznie: nie warto napadać na kogoś, kto sam może ciebie zjeść.
A myszy w podwórku już dawno koty wytrzebiły.
I z miejsca oczy mruczykota stają się niewinne: przepraszam cię, tato!
Twarz zaczyna przypominać kozią mordę...I udaje się pozagrywać z upatrzoną ofiarą, aby potem skonsumować ją na lunch.
Dobrze Ci wychodzi, spryciarzu – mówię mu.
A ty myśl, jak ptak. Może wyjdzie i tobie.


Tłum.z ros.Lech Koczywąs
@Anatoly Golovkov


NA JASNEJ POLANCE

Zobaczyłem, jak teraz Danik ciężko do mnie sunie kołysząc się na boki. Dawniej leciał jak strzała.
Na schemacie postaci kota jedną trzecią zajmowała jego twarz z uszami, reszta to był korpus,coś w rodzaju naszej podwodnej łodzi klasy „Dolphin”.
Dawniej z rozpędu skakał ma ławkę a teraz usiadł, chwilę pokręcił pupą i ogonem, usadowił się i wcale nie chciał złazić z ławki.
Pomyślałem, że krępuje się przed Sonią. Ależ skąd!Poprawił się braciszek. Dani mógłby mi powiedzieć, że zbędne kilogramy wzięły się z jego przemyśleń na drzewie oliwnym, na którym analizuje losy Parku Denver. Lecz ja już wiem swoje. Kocieł po prostu łazi naokoło parku i zjada wszystko co popadnie z misek.Moja ławka jest na końcu, dlatego też nie spieszy się.
Wiem, co doradziliby mu przyjaciele: weterynarz Szurik Epsztein z Karmiela, albo szef kuchni Feliks Ruczajewski. Ale co by na przykład powiedziała słodka idiotka Małyszewa z telewizora? Oto jest pytanie.
@Vitaly Golovkov





SYMULANT

Odwiedziłem moich dawnych pacjentów. Mieszkają z nimi dwa ogromne koty. Jeden stary a drugi młody. Coś w rodzaju wuja z siostrzeńcem. W czasie naszej rozmowy starszy od razu zajął miejsce przy misce, a drugi, utykając, wlazł swojej pani na kolana. Nie było to jednak dla niego proste. - Panie doktorze, a pan czasem nie leczy kotom kręgosłupa?
- Ja? Kotom?
Mały przemieszczał się bokiem, lekko kulejąc. Wziąłem go na ręce, że niby chcę pogłaskać a samemu macam jemu plecy. Nic nie ma, wszystko w porządku, bez bólu. Pełna symetria siły mięśni, odruchów na przednich i tylnych łapach. Poszczypałem kończyny, nie odciąga ich,powarkuje. Wszystko jak gdyby w porządku. Udało się bez awantury, no i dobrze!
- Dawno utyka?
Okazało się, że problemy zaczęły się wtedy, kiedy zaczęto leczyć kamienie moczowe wujaszka. Oddzielne łóżko, specjalna droga dieta! I karmią je teraz osobno: jednego w kuchni a drugiego na korytarzu.
Dokładnie od tamtego momentu zaczął źle chodzić.
Przypadek?
Spoglądałem w beznamiętne zielone oczy, siedzącego mi na kolanach, mruczykota i nagle wszystko zrozumiałem. A to dopiero cwana symulancka morda!Żadnego uszkodzenia nie było i nie ma!
Słuchajcie – mówię opiekunom kotów – dorzućcie siostrzeńcowi troszkę wujowego jedzenia. Tyle, żeby poczuł nosem. I niech pierwszy zacznie jeść. Jestem prawie przekonany, że młody bandyta próbuje nas nabrać!
- Ale jak?
W prosty sposób. Starszemu dają smaczne jedzenie, młodszy pęka z zawiści i zazdrości i specjalnie udaje chorego!
- Ty pasiasty zasrańcu! - śmieje się jego pani.
- Nie złoście się na niego. On rozumuje logicznie: Czy ja jestem gorszy od wuja?Po prostu zmieńcie, tak jak powiedziałem, dietę.
Żegnając się, popatrzyłem siostrzeńcowi w oczy i, słowo wam daję, że zobaczyłem w nich wdzięczność!
Tak jak obiecałem, za kilka tygodni zadzwoniłem do nich. Tajemnicze kocie inwalidztwo zniknęło bez śladu.