niedziela, 29 marca 2026

    


RYSZARD MIECZYSŁAW KLISOWSKI
(1937-2024). 

W drugą rocznicę śmierci.

 
Dwa lata tamu, 30-go marca zmarł we Wrocławiu w wieku 86 lat twórca i człowiek niezwykły: Ryszard Klisowski. Kompozytor, instrumentalista, teoretyk muzyki, publicysta i, last but not least, poeta. Nie znałem pana Ryszarda osobiście, ale wiedziałem oczywiście o jego istnieniu i działalności. Bardzo się ucieszyłem (bo to duży, niezasłużony zaszczyt) , gdy jeszcze zdążył mnie zaprosić do znajomych na Facebook’u, na którym był obecny niemal do końca życia. W tym przypadku, pojęcie życia nie jest takie oczywiste. Kiedyś Szostakowicz, zapytany o sonet Michelangelo Buonarrotiego „ Nieśmiertelność” (część cyklu pieśni kompozytora) , powiedział o tej nieśmiertelności, którą twórcy zapewnia jego dzieło.
Ale to jest jedna strona medalu. Druga jest taka, że pamięć jest czymś niezbędnym. A właściwie nieustanne przypominanie, bo sama pamięć jest ulotna. Bez przypominania, zjawiska, ludzie, jak gdyby blakną niczym stare fotografie. A jest ich w spuściźnie Ryszarda Klisowskiego całkiem sporo.
Kompozytor urodził się wprawdzie dwa lata przed wybuchem wojny w wołyńskim Łucku, ale można odnieść wrażenie, że spędził w nim większą część życia. Genius loci to nie tylko sprawa miejsca, ale także pochodzenia, rodowodu z jego odgałęzieniami, z postaciami, które nigdy nie były masą, miały zawsze wyrazisty indywidualny charakter. Dobrze to opisał zacny profesor Stanisław Nicieja w „Nowej Trybunie Opolskiej” * w artykule o rodzinie, z której wywodził się kompozytor. Rodzina niczym jedna wielka historia z całym swoim tragizmem, niezwykłością, utrwaloną także (z pewną autorską transformacją) na stronach, jednego z najważniejszych w globalnej skali dzieł w tym gatunku, czyli „Innego świata” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego.

Ryszard Klisowski po wojnie przez Lublin dotarł do Wrocławia. Zdobył
w tym mieście bardzo wszechstronne wykształcenie muzyczne (instrumentalne na skrzypcach, prowadzenie zespołów, teoria i kompozycja), studiował w Universität für Musik und darstellende Kunst w Wiedniu, m.in. u Romana Haubenstocka-Ramatiego. W Wiedniu też odbył kursy muzyki elektroakustycznej, kompozycji syntetycznej i audiowizulanej (u Dietera Kaufmanna, Georga Pirckmayera i Paula Konta).

Bardzo ciekawa jest w twórczości Ryszarda Klisowskiego współegzystencja muzycznej tradycji ze światem sztuki eksperymentalnej.
Sam się zastanawiam, na ile to są dwie równoległe sprawy, a na ile w jakimś stopniu – ewolucyjne, jak w przypadku Pablo Picasso, którego wynalazczość wynikała z rozumienia i poznania tradycji. Polscy kompozytorzy po wojnie siłą rzeczy musieli się jakoś ustosunkować do szlaku, który wytyczył Karol Szymanowski, szlaku w przyszłość. Na przykład dla Krzysztofa Pendereckiego, Szymanowski był zjawiskiem zamkniętym, tradycją do odrzucenia. Można to oczywiście zrozumieć: kult twórcy „Stabat Mater” , który bardziej skupiał się na osobie niż wartości samej muzyki, mógł być nieprzydatny dla kogoś, kto wiedział, jak ważna jest własna, niepowtarzalna droga twórcza.
Natomiast Ryszard Klisowski, zapewne także pod wpływem swojego instrumentalnego, skrzypcowego wykształcenia odwrotnie: podkreślił znaczenie jakie miał w rozwoju polskiej muzyki „Karol z Atmy”. Zrobił to, pisząc w 40-lecie istnienia Towarzystwa Muzycznego im. Karola Szymanowskiego w Zakopanem, poświęconą Szymanowskiemu Sonatę – Fantazję na skrzypce solo, nawiązującą do Nokturnu-Taranteli op. 28 Szymanowskiego, jak zauważyła Anna Granat-Janki **, wstępnym kwintowym zaśpiewem, a także elementami techniki skrzypcowej.
Warto dodać, że twórca Sonaty-Fantazji jest też autorem, dostępnego na You Tube filmu – prezentacji znanej ikonografii związanej z Szymanowskim.
Podobnie jest w przypadku „Versetti”, utworu na skrzypce solo, poświęconego pamięci Henryka Szerynga, z tym, że nie w sensie kontynuacji samego języka muzycznego,a raczej w sensie ekspresji, która zawsze pociąga wirtuozów tego instrumentu.

Ryszardowi Klisow
skiemu nie obca była jeszcze jedna twórcza parabola, polegająca na sięgnięciu do muzyki wieków średnich piastowskiego Śląska. Tak powstała antologia pięciu filmów z muzyką sakralną Śląska w reżyserii, transkrypcji i opracowaniu kompozytora. Muzykologiczna konsultacja należała do małżonki pana Ryszarda, Walentyny Węgrzyn-Klisowskiej, która te rzeczy badała. Cykl został poświęcony Janowi Pawłowi II w stulecie urodzin. Wśród wykonawców widzimy Cantores Minores Wratislavienses pod kierunkiem Edmunda Kajdasza, Cameratę Silesię Anny Szostak, czy Ars Novą Jacka Urbaniaka. To też jest ciekawa sprawa: wielu muzykom, twórcom współczesnym, bliżej jest do muzyki dawnej niż np. XIX- wiecznej.

I tu przenosimy się parabolicznie do współczesności. Ryszard Klisowski był prekursorem muzyki eksperymentalnej i elektroakustycznej w Polsce. Można powiedzieć, że drogą do tego był logiczny szlak rozbicia systemu tonalnego przez tzw. drugą szkołę wiedeńską, związaną z nowymi technikami kompozytorskimi (serializm, aleatoryzm), którą kompozytor dobrze poznał, i której stał się poniekąd kontynuatorem. Elektroniczna muzyka eksperymentalna stanowi kontynuację tych nowych technik, ale w nowym środowisku. Ogniwem pośrednim, także dzisiaj wykorzystywanym, były formy elektroakustyczne z przetwarzanym lub nie dźwiękiem tradycyjnego instrumentu np. fortepianu , jak np. w, zadedykowanym żonie Walentynie i córkom Joannie i Małgorzacie Fleurage des champs. Utwór w różnych wersjach jest na You Tube w formie autorskiego filmu, wykorzystującego fotografie krajobrazowe z Przesieki, Trossingen i rodzinnego Łucka, do którego, szeroko rozumiane, powroty były bardzo ważnym motywem życia kompozytora. Tak, jak gdyby nigdy Łucka nie opuszczał. Tu kluczowym utworem jest „Łuck Holocaust. Muzyka katedralna z grodu Lubarta” (1989) w dwóch wersjach: na organy i instrumenty perkusyjne i z uzupełnieniem o efekty elektroakustyczne i wizualne. Powstał także film w reżyserii kompozytora z muzyką tego utworu – prezentacja ikonografii związanej z Łuckiem. Ta druga ma już inną wymowę: mamy przed oczami nie tyle postać księcia z rodu Giedyminowiczów, co wiek XX, wiek krwi i zbrodni, szczególnie tragiczny dla Wołynia. Tak skomentował kompozytor to dzieło na swoim kanale na You Tube: „Z długich rosyjsko-kozacko-sowieckich i niemiecko-ukraińskich tradycji ludobójstwa ludności polskiej w żywej pamięci najmocniej odcisnęły się mordy trwające w czasie II Wojny Światowej i jeszcze przez następne lata.” Zastosowane w tytule określenie „Holocaust” , jak pokazuje warstwa wizualna, oznacza wspólnotę losu, A nie, jak to dzisiaj jest często spotykane, rywalizację „czyja krzywda była większa”. Jest w tym coś głęboko humanistycznego i chrześcijańskiego zarazem. Znam taką postawę z osobistych rozmów i nie mogę się nadziwić, jak bardzo współczesna nienawiść jest inna od bólu tych, co WIDZIELI i PRZEŻYLI…
Gdy mamy do czynienia z tragicznymi zdarzeniami zawsze powstaje problem ich opisu, czy przekazania za pomocą słów czegoś, co chociażby wskazywało na istnienie rzeczywistości nie do wyobrażenia. Tylko warstwa historyczna operuje faktami. Ale jak mówimy o prawdzie, prawdziwości, to ważnym dopełnieniem jest tutaj osobiste przetworzenie, którego dokonuje twórca, tym samym poszerzając spektrum rozumienia zjawisk, odrywając się niejako od materii.
Ryszard Klisowski był również poetą, chociaż nie wiem, czy to jest właściwe określenie, bo w tym przypadku mamy raczej do czynienia z zacieraniem się ścisłych granic między różnymi sposobami wypowiedzi, a kluczem staje się dźwięk, jako punkt wyjścia konstrukcji i znaczeń.
Eksperymenty z dźwiękiem, przynależące niewątpliwie do nurtu sonorystycznego stają się bardzo osobistą wypowiedzią: kompozytor bierze udział w nagraniach swoich utworów, realizując deklamacyjne ścieżki,
składające się z sylab, oddzielnych wyrazów, to jest jak gdyby środowisko, gleba, gdzie powstaje poezja.
Wiersz Słowo Ryszarda Klisowskiego jest poniekąd manifestem całej jego twórczości:

Słowo jest brzmieniem!…
Fonacją liczb-liter!…
Połączeniem
Abstrakcji utemperowanej
„EGO”!…
Nowym Ego pragnieniem!…

W Strukturze melodycznej
Słowa-Gestu…
Jego napięciu…
Sile...Mocy…
No...i...w
Kolorze…
Testujesz...PRAWDĘ
DNIA każdego,…

(…)

Wiersze wołyńskie*** Ryszarda Klisowskiego to poezja dźwięku i eksklamacji. Sylaby jak migocące iskry mają wartość dźwiękową tylko pozornie asemantyczną. Bo to jest przywilej twórcy nadawać znaczenie pośrednio, nie dosłownie. W takim przypadku, odbiorca trafia do meta-rzeczywistości, która jest wielką wartością, bo przekracza granice dosłowności, faktu, zarezerwowane dla historii i dokumentalistyki. Te ostatnie dziedziny nie mogą sobie pozwolić na wizyjność, „aleatoryzm” , neologizmy w dodatku o walorach brzmieniowych. Gdzie docieramy więc w poszukiwaniu znaczeń za pomocą takiej metody? W „Wierszach wołyńskich” próżno szukać politycznej siatki znaczeniowej z jej schematami czy nawet stereotypami. Ale ważne są dedykacje poszczególnych wierszy. Pełnią one rolę punktów orientacyjnych dla czytelnika. To są wiersze przeniknięte wiarą w Boga i świadomością, że do Jeźdźców Apokalipsy zbliżać się nie należy, pozostając przy tym, co rodzime i rodzinne od pokoleń. I jest coś fascynującego, jak na ten światopogląd nałożyła się niezwykła twórcza innowacyjność, wybiegająca w przyszłość. Dzisiaj, jak się słucha i ogląda rezultaty pracy kompozytora z AKM, AustroMechana, Studiem GEMEL mamy oczywiście świadomość, jak technika się zmieniła, a wraz z nią jakość brzmienia, obrazu, wszystko się zmieniło. Ale gdy powracamy do dorobku Ryszarda Klisowskiego mamy wrażenie jakiegoś głębokiego humanizmu, obecności człowieka w procesie twórczym. Człowieka, nie humanoida Figure 03.

__________________________

* https://nto.pl/moje-kresy-saga-rodu-klisowskich/ar/9392690

**https://www.polskirocznikmuzykologiczny.pl/pdfy/PRM_2019_Granat-Janki.pdf

***https://www.academia.edu/8257367/Ryszard_Mieczys%C5%82aw_Klisowski_Wybrane_wiersze_wo%C5%82y%C5%84skie_Bia%C5%82y_Dunajec_Ostr%C3%B3g_2013

Brak komentarzy: