RYSZARD MIECZYSŁAW KLISOWSKI (1937-2024).
W drugą rocznicę śmierci.
Dwa
lata tamu, 30-go marca zmarł we Wrocławiu w
wieku 86 lat twórca i
człowiek niezwykły: Ryszard Klisowski. Kompozytor,
instrumentalista, teoretyk muzyki, publicysta i, last but not least,
poeta. Nie znałem pana Ryszarda osobiście, ale wiedziałem
oczywiście o jego istnieniu i działalności. Bardzo się ucieszyłem
(bo to duży,
niezasłużony zaszczyt) ,
gdy jeszcze zdążył
mnie zaprosić do znajomych na Facebook’u, na którym był obecny
niemal do końca życia. W tym przypadku, pojęcie życia nie
jest takie oczywiste. Kiedyś Szostakowicz, zapytany o sonet
Michelangelo Buonarrotiego „ Nieśmiertelność” (część cyklu
pieśni kompozytora) , powiedział o tej nieśmiertelności, którą
twórcy zapewnia jego dzieło.
Ale to jest jedna strona medalu.
Druga jest taka, że pamięć jest czymś niezbędnym. A właściwie
nieustanne przypominanie, bo sama pamięć jest ulotna. Bez
przypominania, zjawiska, ludzie, jak gdyby blakną niczym stare
fotografie. A jest ich w spuściźnie Ryszarda Klisowskiego całkiem
sporo.
Kompozytor
urodził się wprawdzie dwa lata przed wybuchem wojny w wołyńskim
Łucku, ale można odnieść wrażenie, że spędził w nim większą
część życia. Genius loci to nie tylko sprawa miejsca, ale także
pochodzenia,
rodowodu z jego odgałęzieniami, z postaciami, które nigdy nie były
masą, miały zawsze wyrazisty indywidualny charakter. Dobrze
to opisał zacny profesor Stanisław Nicieja w „Nowej Trybunie
Opolskiej” * w
artykule o rodzinie, z której wywodził się kompozytor. Rodzina
niczym jedna wielka historia z całym swoim tragizmem, niezwykłością,
utrwaloną także (z pewną autorską transformacją) na stronach,
jednego z najważniejszych
w globalnej skali
dzieł w tym gatunku, czyli „Innego świata” Gustawa
Herlinga-Grudzińskiego.
Ryszard
Klisowski po wojnie przez Lublin dotarł do Wrocławia. Zdobył w
tym mieście bardzo
wszechstronne wykształcenie muzyczne
(instrumentalne na
skrzypcach, prowadzenie zespołów, teoria i kompozycja), studiował
w Universität für
Musik und darstellende Kunst w Wiedniu, m.in.
u Romana
Haubenstocka-Ramatiego. W Wiedniu też odbył kursy muzyki
elektroakustycznej, kompozycji syntetycznej i audiowizulanej (u
Dietera Kaufmanna, Georga Pirckmayera i Paula Konta).
Bardzo
ciekawa jest w twórczości Ryszarda Klisowskiego współegzystencja
muzycznej tradycji ze światem sztuki eksperymentalnej. Sam
się zastanawiam, na ile to są dwie równoległe sprawy, a na ile w
jakimś stopniu – ewolucyjne, jak w przypadku Pablo Picasso,
którego wynalazczość wynikała z rozumienia i poznania tradycji.
Polscy kompozytorzy po
wojnie siłą rzeczy musieli się jakoś ustosunkować do szlaku,
który wytyczył Karol Szymanowski, szlaku w przyszłość. Na
przykład dla Krzysztofa Pendereckiego, Szymanowski był zjawiskiem
zamkniętym, tradycją
do odrzucenia. Można
to oczywiście zrozumieć: kult
twórcy „Stabat Mater” , który bardziej skupiał się na osobie
niż wartości samej muzyki, mógł być nieprzydatny dla kogoś, kto
wiedział, jak ważna jest własna, niepowtarzalna droga
twórcza.
Natomiast
Ryszard Klisowski, zapewne także pod wpływem swojego
instrumentalnego, skrzypcowego wykształcenia odwrotnie: podkreślił
znaczenie jakie miał w rozwoju polskiej muzyki „Karol z Atmy”.
Zrobił to, pisząc w 40-lecie istnienia Towarzystwa Muzycznego im.
Karola Szymanowskiego w
Zakopanem, poświęconą Szymanowskiemu Sonatę – Fantazję na
skrzypce solo, nawiązującą
do Nokturnu-Taranteli op. 28 Szymanowskiego, jak zauważyła Anna
Granat-Janki **, wstępnym kwintowym zaśpiewem, a także elementami
techniki skrzypcowej.
Warto dodać, że twórca Sonaty-Fantazji
jest też autorem, dostępnego na You Tube filmu – prezentacji
znanej ikonografii związanej z Szymanowskim. Podobnie
jest w przypadku „Versetti”, utworu na skrzypce solo,
poświęconego pamięci Henryka Szerynga, z tym, że nie w sensie
kontynuacji samego języka muzycznego,a raczej w sensie ekspresji,
która zawsze pociąga wirtuozów tego instrumentu.
Ryszardowi
Klisowskiemu
nie obca była jeszcze
jedna twórcza parabola, polegająca
na sięgnięciu do muzyki wieków średnich piastowskiego Śląska.
Tak powstała antologia pięciu filmów
z muzyką sakralną Śląska w reżyserii, transkrypcji i opracowaniu
kompozytora. Muzykologiczna konsultacja należała do małżonki pana
Ryszarda, Walentyny Węgrzyn-Klisowskiej, która te rzeczy badała.
Cykl został poświęcony Janowi Pawłowi II w stulecie urodzin.
Wśród wykonawców widzimy Cantores Minores Wratislavienses pod
kierunkiem Edmunda Kajdasza, Cameratę Silesię Anny Szostak, czy Ars
Novą Jacka Urbaniaka. To też jest
ciekawa sprawa: wielu
muzykom, twórcom współczesnym, bliżej jest do muzyki dawnej niż
np. XIX- wiecznej.
I
tu przenosimy się parabolicznie do współczesności. Ryszard
Klisowski był prekursorem
muzyki eksperymentalnej i elektroakustycznej w Polsce. Można
powiedzieć, że drogą do tego był logiczny
szlak rozbicia systemu tonalnego przez tzw. drugą szkołę
wiedeńską, związaną z nowymi technikami kompozytorskimi
(serializm, aleatoryzm), którą kompozytor dobrze poznał, i której
stał się poniekąd kontynuatorem. Elektroniczna muzyka
eksperymentalna stanowi kontynuację tych nowych technik, ale w nowym
środowisku. Ogniwem pośrednim, także dzisiaj
wykorzystywanym, były formy elektroakustyczne z przetwarzanym lub
nie dźwiękiem
tradycyjnego instrumentu np. fortepianu , jak np. w, zadedykowanym
żonie Walentynie i córkom Joannie i Małgorzacie Fleurage des
champs. Utwór w
różnych wersjach jest na You Tube w formie autorskiego filmu,
wykorzystującego fotografie krajobrazowe z Przesieki, Trossingen i
rodzinnego Łucka, do którego, szeroko rozumiane, powroty były
bardzo ważnym motywem życia kompozytora. Tak,
jak gdyby nigdy Łucka nie opuszczał. Tu kluczowym utworem jest
„Łuck Holocaust. Muzyka katedralna z grodu Lubarta” (1989)
w dwóch wersjach: na organy i instrumenty perkusyjne i z
uzupełnieniem o efekty elektroakustyczne i wizualne. Powstał także
film w reżyserii kompozytora z muzyką tego utworu – prezentacja
ikonografii związanej z Łuckiem. Ta druga ma już inną wymowę:
mamy przed oczami nie tyle postać księcia z rodu Giedyminowiczów,
co wiek XX, wiek krwi
i zbrodni, szczególnie tragiczny dla Wołynia. Tak skomentował
kompozytor to dzieło na swoim kanale na You Tube: „Z
długich rosyjsko-kozacko-sowieckich i niemiecko-ukraińskich
tradycji ludobójstwa ludności polskiej w żywej pamięci najmocniej
odcisnęły się mordy trwające w czasie II Wojny Światowej i
jeszcze przez następne lata.” Zastosowane w tytule określenie
„Holocaust” , jak pokazuje warstwa wizualna, oznacza wspólnotę
losu, A nie, jak to dzisiaj jest często spotykane, rywalizację
„czyja krzywda była większa”. Jest w tym coś głęboko
humanistycznego i
chrześcijańskiego zarazem. Znam taką postawę z osobistych rozmów
i nie mogę się nadziwić, jak bardzo współczesna nienawiść jest
inna od bólu tych, co WIDZIELI i PRZEŻYLI…
Gdy
mamy do czynienia z tragicznymi zdarzeniami zawsze powstaje problem
ich opisu, czy przekazania za pomocą słów czegoś, co chociażby
wskazywało na istnienie rzeczywistości nie do wyobrażenia. Tylko
warstwa historyczna operuje faktami. Ale jak mówimy o prawdzie,
prawdziwości, to ważnym dopełnieniem jest tutaj osobiste
przetworzenie, którego dokonuje twórca, tym samym poszerzając
spektrum rozumienia zjawisk, odrywając się niejako od
materii.
Ryszard
Klisowski był również poetą, chociaż nie wiem, czy to jest
właściwe określenie, bo
w
tym przypadku mamy raczej do czynienia z zacieraniem się ścisłych
granic między różnymi sposobami wypowiedzi, a kluczem staje się
dźwięk, jako punkt wyjścia konstrukcji i znaczeń.
Eksperymenty
z dźwiękiem, przynależące niewątpliwie do nurtu sonorystycznego
stają się bardzo osobistą wypowiedzią: kompozytor bierze udział
w nagraniach swoich utworów, realizując deklamacyjne ścieżki,
składające
się z sylab, oddzielnych wyrazów, to jest jak gdyby środowisko,
gleba, gdzie powstaje poezja.
Wiersz
Słowo Ryszarda Klisowskiego jest poniekąd manifestem całej
jego twórczości:
Słowo jest brzmieniem!…
Fonacją
liczb-liter!…
Połączeniem
Abstrakcji
utemperowanej
„EGO”!…
Nowym Ego pragnieniem!…
W
Strukturze melodycznej
Słowa-Gestu…
Jego
napięciu…
Sile...Mocy…
No...i...w
Kolorze…
Testujesz...PRAWDĘ
DNIA
każdego,…
(…)
Wiersze
wołyńskie*** Ryszarda Klisowskiego to poezja dźwięku i eksklamacji.
Sylaby jak migocące iskry mają wartość dźwiękową tylko
pozornie asemantyczną. Bo to jest przywilej twórcy nadawać
znaczenie pośrednio, nie dosłownie. W takim przypadku, odbiorca
trafia do meta-rzeczywistości, która jest wielką wartością, bo
przekracza granice dosłowności, faktu, zarezerwowane dla
historii i dokumentalistyki. Te ostatnie dziedziny nie mogą sobie
pozwolić na wizyjność, „aleatoryzm” , neologizmy w dodatku o
walorach brzmieniowych. Gdzie
docieramy więc w poszukiwaniu znaczeń za pomocą
takiej
metody? W
„Wierszach wołyńskich” próżno szukać politycznej siatki
znaczeniowej z jej schematami czy nawet stereotypami. Ale ważne
są dedykacje poszczególnych wierszy. Pełnią one rolę punktów
orientacyjnych dla czytelnika. To są wiersze przeniknięte
wiarą w Boga i świadomością, że do Jeźdźców Apokalipsy
zbliżać się nie należy, pozostając przy tym, co rodzime i
rodzinne od pokoleń. I
jest coś fascynującego, jak na ten światopogląd nałożyła się
niezwykła twórcza innowacyjność, wybiegająca w przyszłość.
Dzisiaj, jak się słucha i ogląda rezultaty pracy kompozytora z
AKM, AustroMechana, Studiem GEMEL mamy oczywiście świadomość, jak
technika się zmieniła, a wraz z nią jakość brzmienia, obrazu,
wszystko się zmieniło. Ale gdy powracamy do dorobku
Ryszarda Klisowskiego mamy wrażenie jakiegoś głębokiego
humanizmu, obecności człowieka w procesie twórczym. Człowieka,
nie humanoida Figure 03.
__________________________
* https://nto.pl/moje-kresy-saga-rodu-klisowskich/ar/9392690
**https://www.polskirocznikmuzykologiczny.pl/pdfy/PRM_2019_Granat-Janki.pdf
***https://www.academia.edu/8257367/Ryszard_Mieczys%C5%82aw_Klisowski_Wybrane_wiersze_wo%C5%82y%C5%84skie_Bia%C5%82y_Dunajec_Ostr%C3%B3g_2013
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz