czwartek, 2 lutego 2012
wtorek, 13 grudnia 2011
wtorek, 20 września 2011
Lena Dadukevich-blog: * ** Мозаїкою жовте листя
Lena Dadukevich-blog: * ** Мозаїкою жовте листя: * ** Мозаїкою жовте листя Лице твоє малює Під вікном. У візерунках на бруківці Я бачу погляд твій І викинутий телефон. Мій кожен крок ...
***
Żółte liście mozaiką
Twoją twarz malują pod oknem.
W kształtach bruku
Widzę wzrok twój,
Wyrzucony telefon.
Każdy krok mój
Więc oddala mnie od ciebie.
Już dojść nie mogę, nie dojechać, dolecieć…
Lecz głos twój słyszę wszędzie w każdym dźwięku,
Jak wołasz do mnie – Wróć!
Delikatnością twych objęć szeleszczą liście,
I płaczemy razem – ja i deszcz.
Nie wiem, czy radość to, czy smutek,
Lecz nie ma ciebie pod mym oknem już.
2009
sobota, 17 września 2011
Hipokryzja pana D.
Historia wyświechtana, ale warto do niej wrócić. Pan D. był łaskaw podrzeć Biblię na koncercie swojego, znanego na świecie, zespołu "B". Zespół "B" ponoć specjalizuje się propagowaniu poglądów satanistycznych. Szczerze mówiąc, nie bardzo rozumiem, jak w tym łomocie można propagować jakiekolwiek poglądy, no ale załóżmy. W końcu marka, brend wymagają zaszufladkowania. Tak więc zespół "B" wraz ze swoim liderem, przyjmijmy, głosi satanizm. Jest w tym wszystkim zawarta oczywiście hipokryzja. Ten satanizm ogranicza się do czystej teorii, przez co oczywiście jest trochę zabawny. Praktykę stosował np. Hitler w Oświęcimiu. Bardzo serdecznie, oczywiście, dziękujemy, za takie doświadczenie, z którego pan D. wcale nie ma zresztą zamiaru korzystać, bo on w zasadzie kocha życie i pieniądze, o czym świadczy choćby przyjęcie przez niego intratnej, komercyjnej posady. Spokojnie mogę sobie go wyobrazić też jako polityka, starającego się o mandat poselski, np. w ramach Ruchu Poparcia.No więc pan D. podarł Biblię. Czyn ten, nie wiedzieć czemu, nazwano faktem artystycznym. Pewnie dlatego, że za takowy można uznać także zajęcia w ubikacji. Po prostu - szeroka interpretacja, bynajmniej nie zawężająca. Nawet liberalna Monika Olejnik przyznała w "Gazecie Wyborczej", że wolała by, żeby pana D. skazano symbolicznie, np. aby pobiegał sobie z miotłą wokół kościoła)))), aby uniknąć całego zamieszania. W tym wszystkim oczywiście umyka pytanie, dlaczego pan D. podarł Biblię.Na pewno dla autoreklamy, ale to też wszystkiego nie wyjaśnia. Warto zwrócić uwagę, jak mało pomysłowy i oryginalny był ten gest. Gwiazdy sceny bardziej lub mniej muzycznej mają często problemy z religią, zwłaszcza judeo-chrześcijańskiego pochodzenia. Są one w jakimś stopniu wyrazem ich poglądów, stanu nerwów, ale także i oczekiwań producentów. Pani Sinead o'Connor raczyła kiedyś spalić fotografię Jana Pawła II, wcześniej John Lennon krytykował chrześcijaństwo, prawda, robił to nie tak prymitywnie, jak pan D. Ale ten jego gest, jakkolwiek infantylny i raczej przeznaczony dla idiotów, którzy nie potrafią myśleć, nie jest zwykłym wygłupem a wyrazem niepokojów i przemian współczesnego globalnego świata. Pan D. nie jest myślicielem. Może chciałby nim być, ale on się nawet nie umywa do Oszo Radżnisza, na przykład. Żyje w oparach komercji, nienawidzi "moherów", którzy modlili się o jego wyleczenie z ciężkiej choroby. Coś tu z jego mózgiem jest nie tak. Biblia nie jest księgą jakiś tam "moherów" a jest faktem cywilizacyjnym. Swoja drogą, ciekawe, które części podarł D.Jeżeli tam był także Pięcioksiąg i Psalmy, to mam pytanie, czy u pana D. nie występuje choroba antysemityzmu?Jakkolwiek by nie patrzeć, więcej ma D. z poganina niż mędrca. A TVP szczerze gratuluję zawarcia z nim kontraktu. Jest to absolutnie zgodne z misją telewizji publicznej, rozumianą jako misja domu publicznego.
czwartek, 19 maja 2011
"Połknąłem" wczoraj Filię Siergieja Dowłatowa. Co we mnie pozostało po przeczytaniu tej książki?Wrażenie czegoś, co bym nazwał czystością...Tajemnicza i dziwna sprawa...A więc owa CZYSTOŚĆ jest jednak możliwa poza deklaratywnością i obłudą?Nie liczą się pozory, tylko autentyzm życia, poświęconego właśnie: czemu?Chyba temu, co u Josifa Brodzkiego - napiętej eksploatacji serca. Strunie, które nie może kiedyś nie pęknąć i to będzie, jak zwykle w takich przypadkach,za wcześnie. Emigracyjna filia alternatywnej Rosji pełni tu rolę tła, symbolu, kotła, gdzie w demokratyczno-liberalnym rejwachu, ścierają się, mniej lub bardziej profetyczne, myśli. To oczywiście widać z dzisiejszej perspektywy. Ale dla autora ważne jest nie tylko to.Przecież czytelnik oczekuje kreacji a nie porannych wiadomości.Pod warunkiem, że sięga po utwór kogoś utalentowanego.Tym kimś jest pisarz, którego życiorys może "wkurzać" swoją wszechstronnością, ponieważ gdzieś przed oczami mamy fragmentację naszych pojęć: leniwy filolog na studiach, bokser jest "kiepskim" kandydatem na młodego laureata nagród literackich.Zapominamy jednak o wartości przemyślanego doświadczenia.Dowłatow udowadnia, że można iść przez życie "zakrętami", mieć nie jedną żonę i nieślubne dzieci a jednocześnie zachować CZYSTOŚĆ.Tak, to nie dla wszystkich jest droga.Telefony do żony i dzieci w Nowym Jorku z zachodniego wybrzeża brzmią bynajmniej nie jak obudzone "sumienie" łajdaka i pijaka, lecz jak wektor wyboru, między światem "wczoraj" i teraźniejszością...Bardzo piękna książka, której wymowa etyczna funkcjonuje gdzieś poza światem hipokryzji i udawania, staje się autentyczną wartością...
poniedziałek, 15 listopada 2010
Często zwykła pyskówka zyskuje rezonans znacznie większy, niż spokojna wypowiedź z jakąś "kosmiczną" myślą. Właśnie o takich dwóch chcę napisać. Kilka dni temu, w udzielonym Jarkowi Kuźniarowi wywiadzie, Janusz Głowacki przyznał się, że nie jest dumny z Chopina. Wypada żałować, że nie stało się powodem dociekań dla dziennikarza, niemniej jest to myśl zastanawiająca. Dlaczego Janusz Głowacki nie jest dumny z Chopina?Przyznam się, że nie mam pojęcia. Chopin to globalne medium, w rozumieniu centrum przyciągania, to jedyny Polak, który przekracza bariery kultur na całym świecie nie dlatego, że zapełnia stadiony, ale dlatego, że budzi zainteresowanie. Może pisarzowi pomylił się Chopin z łowickim pasiakiem na pudełku od mleka?Czy jego wypowiedź nie jest po prostu skutkiem niewiedzy?A może jest wyrazem ekstrawagancji?W końcu zamiast Chopina z "podejrzanym" pochodzeniem po kądzieli, uczonym przez masona Elsnera, który wiernopoddańczo dedykował swoje utwory Wielkiemu Księciu Konstantemu i niejakiemu Nowosilcowowi, wybitny pisarz ma do wyboru wielu Polaków, ktorych czystość krwi i postawy nie budzi zastrzeżeń)))). Przypomnę, że dziennikarz pytał o to, z jakiego przedstawiciela naszej nacji autor "Antygony w Nowym Jorku" jest dumny.
Janusz Glowacki po prostu mnie zaintrygował. To przywilej twórców. W dodatku - wybitnych.
Natomiast Beata Kempa mnie rozdrażniła. Szczerze powiedziawszy, wstyd mi, że takich mamy polityków, szczególnie w kontekście naszych stosunków z Ukrainą i Gruzją. W chicagowskim studio telewizji "Trwam", ks. Pieńkos zapytał panią Kempę, gdzie jeszcze poza Stanami, została uczczona pamięć Lecha Kaczyńskiego. Posłanka długo się zastanawiała (!!!) po czym odpowiedziała, że chyba gdzieś na Ukrainie, ale dokładnie nie wie (!!!) , gdzie. To ja spieszę powiadomić panią Beatę, że zadecydowały o tym władze miasta Odessy nazywając tzw. Polski spusk (Polski zjazd), czyli część ulicy Polskiej imieniem zmarłego prezydenta a także zamieszczając odpowiednią tablicę z pięknego czarnego marmuru w miejscu bardzo prestiżowym, niedaleko pomnika Deribasa i początku kultowej odeskiej ulicy - Deribasowskiej. Mam nadzieję, że wywiadu z Beatą Kempą nie oglądał zacny pan Władimir Mochnaczow z Połtawy, brat cioteczny Lecha i Jarosława. Jeżeli ignorancja pani Kempy wynikała z niedoinformowania, rzuca to ciekawe światło na stopień oświecenia wybitnych polityków PiS-u. Ale tak wcale nie musiało być. Pieniądze są w Chicago, nie w Odessie. Z taktycznych więc względów, pani B.K. postanowiła, być może, nie wytykać bogatej Ameryce, że Ukraina w czymś okazała się od niej lepsza. Wstrętne to jest i niemoralne. Tak zresztą, jak wiele innych rzeczy.
Janusz Glowacki po prostu mnie zaintrygował. To przywilej twórców. W dodatku - wybitnych.
Natomiast Beata Kempa mnie rozdrażniła. Szczerze powiedziawszy, wstyd mi, że takich mamy polityków, szczególnie w kontekście naszych stosunków z Ukrainą i Gruzją. W chicagowskim studio telewizji "Trwam", ks. Pieńkos zapytał panią Kempę, gdzie jeszcze poza Stanami, została uczczona pamięć Lecha Kaczyńskiego. Posłanka długo się zastanawiała (!!!) po czym odpowiedziała, że chyba gdzieś na Ukrainie, ale dokładnie nie wie (!!!) , gdzie. To ja spieszę powiadomić panią Beatę, że zadecydowały o tym władze miasta Odessy nazywając tzw. Polski spusk (Polski zjazd), czyli część ulicy Polskiej imieniem zmarłego prezydenta a także zamieszczając odpowiednią tablicę z pięknego czarnego marmuru w miejscu bardzo prestiżowym, niedaleko pomnika Deribasa i początku kultowej odeskiej ulicy - Deribasowskiej. Mam nadzieję, że wywiadu z Beatą Kempą nie oglądał zacny pan Władimir Mochnaczow z Połtawy, brat cioteczny Lecha i Jarosława. Jeżeli ignorancja pani Kempy wynikała z niedoinformowania, rzuca to ciekawe światło na stopień oświecenia wybitnych polityków PiS-u. Ale tak wcale nie musiało być. Pieniądze są w Chicago, nie w Odessie. Z taktycznych więc względów, pani B.K. postanowiła, być może, nie wytykać bogatej Ameryce, że Ukraina w czymś okazała się od niej lepsza. Wstrętne to jest i niemoralne. Tak zresztą, jak wiele innych rzeczy.
wtorek, 22 grudnia 2009
W Irkuckim Muzeum Dekabrystów odbyła się prezentacja książki "Wspomnienia z Syberii"
Pierwszy tom książki zawiera wspomnienia, opracowania i zapisy polskich działaczy politycznych, którzy zostali zesłani do Kraju Przyangarskiego w pierwszej połowie XIX wieku. Szczególne zainteresowanie budzą świadectwa kontaktu polskich zesłańców z ich rosyjskimi współtowarzyszami – dekabrystami.
Praca nad wydaniem książki trwała 15 lat. Autorem wstępu i adnotacji, a także redaktorem układu pracy i przekładów jest profesor Irkuckiego Humanistycznego Uniwersytetu, wiceprzewodniczący „Ogniwa” – stowarzyszenia Polaków w Irkucku, Bolesław Szostakowicz (światowej sławy kompozytora, Dymitra Szostakowicza łączy z nim postać Bolesława Piotrowicza Szostakowicza. Kompozytor był jego wnukiem a profesor jest prawnukiem - przyp. tłum.) . Książka ukazała się dzięki wsparciu Generalnego Konsulatu Polski w Irkucku i obwodowego Muzeum Dekabrystów.
Krzysztof Czajkowski, Generalny Konsul RP w Irkucku:- Polacy zamieszkiwali na Syberii od XVIII wieku. Obecnie żyje tu wielu ich potomków. Uważam, że w ramach współpracy kulturalnej, bardzo ważną jest rzeczą współdziałanie przy takich projektach.
Nakład pierwszego tomu „Wspomnień z Syberii” wynosi zaledwie 500 egzemplarzy. Książki zostaną rozesłane do miejskich i obwodowych bibliotek. A propos, w powstawaniu następnych tomów mogą uczestniczyć wszyscy chętni, którzy posiadają informacje o nieznanych faktach, działalności uczestników polskiego ruchu wyzwoleńczego, rzadko spotykane dokumenty lub korespondencję polskich zesłańców.
Jest to moje tłumaczenie informacji, która została zamieszczona na stronie http://www.irk.ru/news/20091218/book/
Praca nad wydaniem książki trwała 15 lat. Autorem wstępu i adnotacji, a także redaktorem układu pracy i przekładów jest profesor Irkuckiego Humanistycznego Uniwersytetu, wiceprzewodniczący „Ogniwa” – stowarzyszenia Polaków w Irkucku, Bolesław Szostakowicz (światowej sławy kompozytora, Dymitra Szostakowicza łączy z nim postać Bolesława Piotrowicza Szostakowicza. Kompozytor był jego wnukiem a profesor jest prawnukiem - przyp. tłum.) . Książka ukazała się dzięki wsparciu Generalnego Konsulatu Polski w Irkucku i obwodowego Muzeum Dekabrystów.
Krzysztof Czajkowski, Generalny Konsul RP w Irkucku:- Polacy zamieszkiwali na Syberii od XVIII wieku. Obecnie żyje tu wielu ich potomków. Uważam, że w ramach współpracy kulturalnej, bardzo ważną jest rzeczą współdziałanie przy takich projektach.
Nakład pierwszego tomu „Wspomnień z Syberii” wynosi zaledwie 500 egzemplarzy. Książki zostaną rozesłane do miejskich i obwodowych bibliotek. A propos, w powstawaniu następnych tomów mogą uczestniczyć wszyscy chętni, którzy posiadają informacje o nieznanych faktach, działalności uczestników polskiego ruchu wyzwoleńczego, rzadko spotykane dokumenty lub korespondencję polskich zesłańców.
Jest to moje tłumaczenie informacji, która została zamieszczona na stronie http://www.irk.ru/news/20091218/book/
Etykiety:
Bolesław Szostakowicz,
Dekabryści,
Болеслав Шостакович,
Декабристы
Subskrybuj:
Posty (Atom)