AKACJE
Kiedy mniej więcej pół wieku temu dowiedziałem się o Mieczysławie Wajnbergu, nie przypuszczałem,że tak, jak Marina Cwietajewa napisała proroczo o swojej twórczości: „Moim wierszom, napisanym tak wcześnie (…), Przyjdzie czas – ja wierzę”, że podobnie stanie się z muzyką Wajnberga. Doszedłem do niej niejako od źródła, przez znajomość życia i twórczości Dymitra Szostakowicza, czyli „z tamtej strony”. Dzisiaj, m.in. dzięki Instytutowi Mieczysława Wajnberga przyswajanie jego dorobku inaczej rozstawia akcenty: to był Warszawianin, tu był jego dom. Nowe pokolenia będą miały przed oczami kogoś, kto jest i nam bliski, kto może i dzisiaj swoją muzyką otwierać serca, umysły, przypominać charm przedwojennej Warszawy. A przy okazji (a okazja będzie, bo w marcu wraca na deski TWON, „Pasażerka”) dowiemy się coś więcej o rzeczywistości, dla opisu której brakuje dzisiaj odpowiednich narzędzi, mimo olśniewającej techniki - urzeczywistnienia proroctw Stanisława Lema.
Znaleziono je we Wrocławiu. Naprzód była, nagrana w maju ubiegłego roku i wydana przez Brillant Classics, płyta "Weinberg: Songs". Joanna Klisowska (sopran) i Katarzyna Neugebauer (fortepian)wykonują na niej pieśni kompozytora. Płyta doczekała dobrej recenzji w "Der Theater Verlag" , a także bardzo prestiżowej nominacji na tzw. kwartalnych długich listach jury nagrody niemieckiej krytyki nagraniowej.
Na koncercie we wrocławskiej synagodze Pod Białym Bocianem zabrzmiały pieśni z płyty, a także fortepianowe Trzy tańce fantastyczne Szostakowicza z op. 5 i preludia Wajnberga z Albumu dziecięcego. Włączenie Szostakowicza do programu z Wajnbergiem to był bardzo dobry, chociaż w Polsce rzadko spotykany, pomysł. Też bym tak zrobił
Tu zresztą byłyby na miejscu i inne zestawienia. Np. dwóch kolegów ze studiów u Wasilija Zołotariowa w Mińsku: Mieczysław Wajnberg i Ryszard Sielicki. W każdym razie, pogram ułożony był na medal.
Pieśni Wajnberga to perły. Bazujące na kilku tradycjach językowych (polskiej, jidisz, rosyjskiej), bardzo subtelne, zwłaszcza, gdy odnoszą się do świata radosnego, do świata miłości, kiedy stają się melodyjne (melizmatyczne zwroty!). Natomiast rozrzedzenie faktury, to jak gdyby miejsca pamięci: czas aby w skupieniu zatrzymać się, pomilczeć. Ale generalnie nie schodzimy w nich do "otchłani" , zwątpienia (jak u Szostakowicza w 15-ej Symfonii). Czasem pojawiają się elementy satyryczne, ale nie w ekspresjonistycznym kształcie. Raczej jako znakomita przyprawa.
Joanna Klisowska nie "wyśpiewywała" tych pieśni w stylu: teraz wyjdę i pokażę. Zastosowała klucz naturalny, ufając barwowym alikwotom swojego głosu, a w końcówkach nadając mu lekkość wiosennego zefirka, jak w porze kwitnienia akacji. Wspólnie z pianistką "zaprzyjaźniły się" ze specyficzną przestrzenią akustyczną sali, gdzie dźwięk dobrze niesie, ale nie miesza się i nie odbija.
Słowo krótkie i na temat należało do Joanny Degler-Lisek.
To był przepiękny dzień i wieczór...
_______________________
