piątek, 10 stycznia 2025

 

CZY JEST ZIEMIA ZA PEREKOPEM?

„Za Perekopem jest ziemia”. Inne tłumaczenie: "Ziemia za Perekopem” (mniej precyzyjne, bo odnosi się bardziej do pojęcia „ziemia” niż do, ważnego w jej treści, faktu jej istnienia). Perekop (miejscowość), Przesmyk Perekopski oddzielający Półwysep Krymski od lądu ma znaczenie geograficzne, ale w tym przypadku jest ono mniej istotne. Dla autorskiej idei Anastazji Lewkowej ważniejszy jest kierunek sformułowania „Za Perekopem”: bardziej z południa na północ niż odwrotnie. Czyżby nie czas był na refleksję nad odwrotnym wektorem: „Czym był i czym jest dla Ukrainy Krym?”. Autorka generalnie nie dotyka jej z tej prostej przyczyny, że dla Utajewy, bohaterki i narratorki powieści, osobiście, wręcz życiowo ważny jest kierunek z południa na północ. Jest to kierunek identyfikacyjny, tożsamościowy. Utajewa rosła w świadomości tożsamości rosyjskiej, podpartej rzekomym (co się wyjaśnia pod koniec książki) istnieniem, mającego służyć w NKWD, dziadka. „Duch” tego przodka wraca co jakiś czas w myślach Utajewej, ale mówiąc szczerze, nie ma jakiegoś kluczowego znaczenia. Raczej jest taką ciekawostką genealogiczną, która nie implikuje wyborów, decyzji, zainteresowań. Postawa Utajewej jest protatarska. Od małego, przyjaźniąc się z Alie, poznaje krymsko-tatarski język, zwyczaje, historię, a więc i deportacje oraz powroty, jako coś, co konstytuuje tę społeczność, spaja i determinuje stosunek do władzy państwowej. A ta, jak wiadomo, zmieniała się: była komunistyczna, potem przyszła ukraińska a po niej, i ten stan rzeczy mamy teraz, rosyjska. Misją książki jest więc poniekąd uświadomienie czytelnikom, że ukraińska władza jest dla Tatarów krymskich rozwiązaniem najkorzystniejszym, z tym, że to raczej przy okazji, a nie w formie głównego, czy narzuconego tematu. Ważniejsza jest postać narratorki, Oksany Utajewy, która na stronach książki przechodzi krystalizację tożsamości, poglądów. Jej obraz jest malowany bardzo uczciwie. W pełni możemy sobie wyobrazić tę utalentowaną dziewczynę, lekko uzyskującą dobre wykształcenie, nowoczesną, ale nie zwesternizowaną aktywistkę, facylitatorkę, współpracowniczkę Muzeum Etnograficznego w Symferopolu, oprowadzającą zagraniczne wycieczki. Wiem, bo sam spotykałem takie osoby na Krymie: budziły prawdziwy podziw wiedzą i kulturą humanistyczną. Ale jest w obrazie Oksany coś, co nazwałbym...słabym ogniwem. Może być tak, że bez tego w ogóle książka nie ukazałaby się teraz, tylko za sto lat, więc podchodzę do tego na spokojnie. Chodzi mi o taką rzecz. Otóż dla mnie, jako dla czytelnika, któremu temat nie jest bynajmniej obcy, nie jest jasne, z jakiej bazy kulturowej Oksana, że tak powiem, rusza w świat. Albo inaczej: z jaką bazą kulturową się rozstaje. W kilku miejscach wymienia pisarzy rosyjskich, w tym krymską Julię Druninę (zwiedzałem jej muzeum w Starym Krymie i byłem bardzo poruszony historią jej życia), aby „odfajkować” informacje o tej bazie. To znaczy, wygląda na to, że nie miała ona dla Oksany żadnego znaczenia. Czytelnik (w mojej skromnej osobie) może odnieść wrażenie, że de facto, Utajewa nie ma w stosunku do tej, jak to nazwałem, bazy, żadnego osobistego stosunku, poza aprioryczną, aczkolwiek wytłumaczalną, niechęcią. Nie przekonuje więc rysunek jej kulturowego „coming out”, bo niby czego miałby dotyczyć?. Z drugiej strony rozumiem Autorkę, że taka redukcja była jej potrzebna kompozycyjnie i ideowo. Za to psychologicznie postać Oksany i nie tylko jej, jest nakreślona znakomicie i przekonywająco. Dlatego uważam, że jest to bardziej powieść feministyczna niż etnograficzna, mimo że na jej stronach oddychamy kulturą i językiem Tatarów krymskich. Mamy tu jednak ciekawe przeciwstawienie wartości: te tradycyjne, konserwatywne, ukoronowane sceną wesela Alie, reprezentują Tatarzy, a Oksana jest rzeczniczką nowoczesnych relacji: jej żywiołem nie jest ognisko domowe i macierzyństwo, tylko aktywizm, przemiana świata, zaś relacje seksualne mogą temu towarzyszyć, ale nie muszą. Już uległy autonomizacji, ale jeszcze nie utraciły związku z uczuciami i przyjaźnią. Ta „nowoczesność” Oksany jest inna niż radykalnych aktywistów typu zachodniego. No i przede wszystkim, o coś w niej chodzi, to nie jest „sztuka dla sztuki”.
W książce nie ma polityki, tak jak my, pożeracze agencyjnych nowości, ją rozumiemy. Wyczuwa się, że ona jest, ale daleko. Zbliżają do niej takie sceny, jak rozmowy Oksany z agentem służb (SBU a po aneksji - FSB) Walerczykiem. Nawiasem mówiąc, bardzo przekonywająco narysowanym przez Autorkę.
Ale to wszystko dzieje się na dole. W którymś momencie, podczas rozmowy, w której Wład powołuje się na cytat z książki Ziemowita Szczerka „Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian” , Oksana pyta: „A co ma Polak do Ukrainy?Tym bardziej do Krymu”. I dalej:
Wład: - Zobacz, ty sama przeciwstawiasz Krym Ukrainie;
Oksana: - Jak to przeciwstawiam?
Wład (cytując Oksanę) : Tym bardziej do Krymu.
Oksana: - Polska jest po prostu bardzo daleko od Krymu.
I faktycznie, ten dystans między sprawami krymskimi a resztą świata, był i jest ogromny. Kiedy przed laty mówiłem we Lwowie, że jadę na Krym, w odpowiedzi słyszałem: Krym to nie Ukraina. A na Krymie: Przyjedziecie za 15 lat być może już do Islamskiej Republiki Krymu.
Książka Anastazji Lewkowej okazała się dla mnie najtrudniejsza pod względem emocjonalnym. Spektrum moich doznań związanych z Krymem jest znacznie szersze, niż sugerowane w książce. Mam nieodparte wrażenie, że Autorka zechciała uczynić z „mojego” Krymu terra incognita. No cóż, nie jest to panorama lecz „głos w sprawie”. Czy wytrze on z pamięci też takie fenomeny, jak etos wołoszynowskiego Koktebela? Zobaczymy.
____________
Anastasia Levkova, Za Perekopom je zemła. Krymska opowieść, wyd. Laboratoria, Kijów 2024.